Standard z dwoma rusztami — ryby u góry, żeberka na dole. Temperatura stabilna, stal się nie wygina. Dostawa Nazajutrz, jakość spawów widać od razu.
Zamawiałam mężowi na urodziny. Już zrobił ser i boczek — mówi, że lepsze niż ze sklepu. Solidne opakowanie, zrębki były w pudełku.
Brałem na działkę pod grill. Szybkie nagrzewanie, gęsty dym, ale z uszczelnieniem — w altanie można siedzieć obok. Kupię jeszcze Mini na wędkowanie.
Standard pod grillem na działce. Żeberka na dole, warzywa u góry — jeden cykl. Uszczelnienie trzyma, nawet gdy wieje na podwórku. Spoiny bez nawarstwień.
Brałam zamiast cienkiej wędzarni z bazaru. 1.5 mm czuć: pokrywa nie „oddycha”, temperatura na termometrze równa. Mostek wyszedł jak z wędzarni z dzieciństwa.
304 brałem świadomie — często wędzimy na kuchence elektrycznej. Ser, makrela, filet z kurczaka. Nic się nie wygina, rdzy nawet przy uszczelnieniu nie ma.
Objętość wygodna dla pary. Bez termometru trzeba przyzwyczaić się do gazu, pierwszy raz trochę przetrzymałam skrzydełka. Dalej — stabilnie smacznie.
Makrela i ostrobok — nasz profil. Standard z termometrem nie pozwala przesuszyć ogona. Dwa ruszty zamykają stół na osiem osób.
Po przeprowadzce szukałam porządnej wędzarni od ręki. Przyjechała szybko, opakowanie sztywne. Pierwsze wędzenie — słonina, drugie — żeberka. Oba razy bez niespodzianek.
Wędzę kiełbaski własnego peklowania. Standard trzyma żar, dół nie „smaży” farszu. 304 łatwo zmyć z tłuszczu po tłustych kiełbasach.
Podarowałam rodzicom. Tata od razu zrobił całego kurczaka — termometr pokazał 85, mięso samo odchodziło od kości. Mówią, że teraz bez sklepowej wędzonki.
Na działce stoi przy grillu. Drewna od spodu nie trzeba — gaz albo węgle w grillu. Dym gęsty, ale z wodą w rynience w altanie da się siedzieć.
Brałam 304, bo wędzimy często i myjemy od razu. Żadnego szarego nalotu od pół roku. Ruszty nie uginają się nawet z żeberkami.
Lubię kontrolę. Termometr w pokrywie Standard zgadza się z moją zewnętrzną sondą ±2 stopnie. Dla sera to ważne — nie stopić, a podwędzić.
Bez termometru wzięłam świadomie — taniej, a doświadczenie już było. Komora większa niż Mini, akurat kaczka się rozkłada. Tłuszcz do tacki, kuchenka czysta.
Dla 409 spodziewałem się kompromisów — nie zobaczyłem. Na gazie ścianki się nie wygieły, pokrywa siada równo. Słonina na olchę wyszła jak z bazaru, tylko świeższa.
Górski pstrąg i ser — nasz zestaw. Standard nie jest ciasny, dwa ruszty nie przeszkadzają sobie. Termometr pomaga nie przesuszyć ryby.
Jakość świetna, 304 błyszczy. Minus — chciałbym trzeci ruszt w zestawie, na imprezę trochę ciasno na wysokość. Na rodzinę — w sam raz.
Wędziłam pierś z indyka według przepisu z bloga na stronie. Termometr trzymał 90, wyszło soczyście. Dzięki za zrębki w pudełku — nie trzeba było szukać w dniu dostawy.
Na otwartym ogniu na podwórku Standard czuje się pewnie. 409 do ogniska logiczniejsze niż 304. Żeberka i kiełbasa jednego wieczoru na ekipę.
Kuchnia mała, ale Standard i tak weszła na kuchenkę gazową. Dym nie idzie na korytarz. Ser wędzę raz w tygodniu — znika w jeden dzień.
Ryba z limanu + Standard. Termometr nie pozwala „ugotować” makreli. Po morskim powietrzu przecieram 304 — wygląda jak nowa.
Brałam jako uniwersal między Mini a Big Daddy. Dla naszej czteroosobowej rodziny — idealnie. Słonina, kurczak, czasem ser. Nic nie jest ciasne ani puste.