Wziąłem Big Daddy na działkę. Załadowałem 7 kg skrzydełek — wszystko równomiernie uwędzone, dzięki uszczelnieniu wodnemu dym nie szedł na podwórko. Termometr pokazuje realną temperaturę, pokrywy nie trzeba otwierać.
Stal 1.5 mm czuć od razu — nie wygina się od ciepła jak cienkie wędzarnie. Stoi na zwykłej kuchence gazowej, łatwo się myje. Dwa ruszty i tacka — ryby i mięso naraz.
Wędzę co tydzień: słoninę, makrelę, żeberka. Na olchowych zrębkach wychodzi dokładnie ten smak, o który chodziło. Zrębki w prezencie przydały się pierwszego dnia. Rozmiar 500×300 — idealnie na ekipę.
Na urodziny załadowałem Big Daddy żeberkami i kurczakiem po brzegi. Wszystko wyszło równo, dół się nie przypalił. Dla ekipy z dziesięciu — jedyny normalny rozmiar.
Mąż wędził kiedyś w wiadrze — to inny poziom. Termometr, uszczelnienie wodne, 1.5 mm. Mostek na 90 stopniach 2 godziny — jak z dobrej wędzarni, nie z bazaru.
Brałem 304, bo wędzimy prawie co weekend. Komora 500×300 to nie żart: cała kaczka plus ruszt skrzydełek. Myje się dłużej niż Mini, ale warto.
Objętość super, spoiny staranne. Bez termometru na takiej komorze trudniej zgadnąć środek — następnym razem wezmę z czujnikiem. Smak ryby i tak świetny.
Żeberka + słonina + kurczak za jednym razem. Termometr pokazuje, kiedy zdjąć górny ruszt wcześniej. Dla Big Daddy to must have.
Na otwartym ogniu na podwórku 409 zachowuje się uczciwie — nie wygina się. Uszczelnienie pełne wody, i można stać obok gości. Opakowanie było jak na kruche, choć stal gruba.
Po cienkiej chińskiej wędzarni Big Daddy jak sejf. Pokrywa ciężka, przylega. Wędzę słoninę płatami — wychodzi równy kolor na całym ruszcie.
Robimy wędzonkę na święta dla całej rodziny. Big Daddy zamyka stół: ryba, mięso, ser piętrami. Termometr nie pozwala „ugotować” sera, póki mięso jeszcze surowe.
Stoi na grillu. Węgle od spodu, zrębki w środku — klasyka. Rozmiar pozwala nie kroić kurczaka. 409 do ogniska wybrałem świadomie.
Kupowałam „na zapas” — nie przegrałam. Gdy przyjeżdżają dzieci, komora nabita. 304 łatwo szorować po tłustym mostku. Zrębki w prezencie — drobiazg, ale miło.
Górska dziczyzna i słonina. Duża komora + termometr — mogę trzymać 75–80 bez skoków. Dym nie wyrywa, nawet gdy na dworze wiatr z przełęczy.
Bez termometru, bo mąż wędzi „na oko” od 20 lat. Mówi, że Big Daddy wybacza błędy lepiej niż samodziałki: ścianki grube, żar łagodniejszy.
Przez tydzień pekluję, w weekend wędzę wszystko razem. Big Daddy zjada partię, którą wcześniej robiłem dwa razy na mniejszej. Gaz nie zjada dodatkowego czasu na nagrzew.
Bałam się, że będzie nieporęczna w kuchni. Stoi na dużej palniku, po wędzeniu chowa się do spiżarni. Termometr wygodny, skala czytelna.
Jakość top, 304 jak lustro. Ciężka — samemu z auta wyjmować niewygodnie, to jedyny minus. Wędzenie kaczki i żeberek — równe, bez surowych stref.
Zrobiłam stół na 12 osób z jednego załadunku. Termometr trzymał tryb, górny ruszt z rybą zdjęłam wcześniej. Goście pytali o adres strony.
Pod otwarty ogień na podwórku. 409 nie żal postawić na grillu. Żeberka wychodzą ze skórką, środek soczysty. Uszczelnienie — żeby sąsiedzi nie wzywali straży przez dym.
Wędzimy ser dużymi głowami — Mini by nie weszła. Big Daddy daje miejsce po bokach, dym obiega równo. 304 po kwaśnej serwatce się nie plami.
Kilka makreli i ostroboków naraz. Termometr nie pozwala rozpędzić żaru na wietrze z morza. Po sezonie przecieram 304 — jak ze sklepu.
Brałam „żeby starczyło na dzieci i wnuki”. Starcza. Słonina płatami, kurczak, czasem żeberka. 409 na działkę, gdzie czasem wędzimy na węglach — logiczny wybór.